poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Dla Pani.


Jest strasznie - na nic nie mam siły, ani energii. Czytam olbrzymie ilości książek niekoniecznie wartych zapamiętywania i maluję korytarz. Po prostu totalny reset od działalności intelektualnej i rękodzielniczej. I komputera w zasadzie też - po prostu nie mam siły. Dlatego może tym postem, kiedy już poddałam się samokrytyce, nastąpi odczarowanie i energia przypłynie szerokim strumieniem ? 
No to sięgamy po coś zaległego. Ta lalka trafiła do wychowawczyni mojego syna, na pożegnanie. 


Są koronkowe rajstopki, jest elastyczna sukienka i koraliki. Do bucików mam zastrzeżenia, ale jakoś mam problem z uszyciem czegoś ładniejszego niż walonki.


Wianek na głowie nawiązuje do chyba ulubionego zdjęcia z FB.


Najbardziej podoba mi się jednak płaszczyk - dwustronny, z nafilcowanymi ozdobami. W bardzo podobnym Pani przychodziła do nas, kiedy Starszy kwitł w domu na nauczaniu indywidualnym.


A uzupełniając podobieństwa - tak, Pani jest blondynką z niebieskimi oczami. 

No i wiadomo - skrzydełka muszą być. 
Dziennik z listą uczniów wykonało już dziecko. Też ma swój wkład :)


Życzę Wam miłych dni sierpniowych - niech wreszcie pogoda przestanie tak szaleć... 
Bardzo dziękuję też za wszystkie przemiłe komentarze odnośnie poprzedniej lalki - ciągle w całości, jeszcze nad nią myślę. 


P.S. Blog się rozsypał, mam problemy żeby go jakoś naprawić. Powalczę, ale wstawianie komentarzy praktycznie niemożliwe...







































































piątek, 30 czerwca 2017

Lazury i turkusy.

 
 
Jutro sfotografuję. Rano pobiegnę do parku, słońce pięknie wydobędzie blask z brokatu na spódnicy. Będzie ślicznie...
 

No i jest, tak jak jest. Po wczorajszych upałach i duchocie przyszły deszcze. Nie tak okropne burze jak w pozostałych częściach Polski, ale temperatura spadła 10 stopni i pada, pada, pada... No to zdjęcia są takie jakie są.  Kolorom niestety brakuje tej świetlistości, jasności,  która miało ukazać słońce.
 

 
Wiadomo, jakie wyzwanie.  Danusiu, jak Stefan kolorów nie przełknie, to bez problemu wyrzucaj. trudno. 
 


 
Sesję właśnie kończę (jeszcze jeden wpis dziś się powinien pojawić),  więc za dużo nie miałam czasu. Dlatego zrehabilitowałam dawno temu uszytą lalkę, która popadła w niełaskę - bo ten wykrój jest po prostu nieudany. Coś w tam w proporcjach do końca nie pasuje.

 

 
Jak widać, butków nie szyłam, bo laleczka przeznaczona do kasacji i jej nogi wyjątkowo mi się nie podobają. 
 

 
Za to jak dostała te turkusowe pukle, spojrzała tymi oczami, to ja już nie wiem. Pociąć ją? Teraz już mi szkoda....
 
 
Udało mi się nawet znaleźć turkusowe rzemyczki w domu. Nie mogłam się zdecydować - rzemyki czy perełki (jasnoniebieskie, daję słowo), więc dostała obie ozdoby.  I swoją drogą dobrze, że ma tą pelerynkę. w tej sukience to by nieźle dziś zmarzła.
 

Jutro wyjeżdżam na urlop, nie wiem jak tam będzie z internetem, dlatego serdecznie przepraszam Was wszystkie, do których nie zdążę dotrzeć.  Na szczęście potem będę miała długie, wypracowane studenckie wakacje i się zrehabilituję.

piątek, 23 czerwca 2017

Kartki, kartki, kartki...

Najpierw pochwalę się kartką, którą otrzymałam w ramach stokrotkowej wymianki u Lidzi:


Obdarzyła mnie Małgosia, która ma bloga  papierowy-jarmark.blogspot.com . Nie wiem, czy dobrze widać  - tam w środku jest okienko. A w  nim kwiatkowe cekinki się przesuwają. Wygląda to rewelacyjnie, zresztą, cała kompozycja, dobór papierów i wycinanek sprawia, że kartka jest po prostu śliczna.  Małgosiu, jeszcze raz, serdecznie dziękuję. 



A teraz moje kartki. Moje Starsze dziecko właśnie skończyło gimnazjum, a że lubimy jego nauczycieli, to zwijałam, zwijałam i zwijałam... Mimo pozorów nie ma dwóch takich samych kartek.  Digi stempelek od Novinki , reszta  moja. Nie powiem, składało i sklejało się całkiem fajnie ( choć teraz wiem, ze potrzebuję grubszego papieru), a jeszcze fajniej patrzyło się na zmęczonego wypisywaniem kartek młodzieńca.  Odręcznie, walczącego z dysgrafią i lenistwem :). 



Kartki dziś rozdane. Strasznie smutne było to zakończenie, bo co można życzyć ludziom tracącym pracę ? 


Kto ma ochotę - niech ogląda. Uprzedzam lojalnie - strasznie tego dużo. Czuję się nieco usprawiedliwiona, bo strasznie długo mnie tu nie było. 
Opisów nie będzie, bo co tu opisywać - wszytko widać, a ja ze zmęczenia ledwo patrzę.  Nawet zdjęcia krzywo porobiłam - jak nic, astygmatyzm zwyciężył. 
Między żywych mam nadzieję wrócić za parę dni, jak dobrze pójdzie i wtedy z przyjemnością Was poodwiedzam. Dobrego i ciepłego ( a nie upalnego) lata Wam życzę. 
























środa, 31 maja 2017

Ognista Kamila

Na samym poczatku chciałabym zaznaczyć - nie stosowałam żadnych filtrów w celu podkreślenia kolorów. Po prostu mój aparat, w obliczu takiej ilości czerwienie, najnormalniej w świecie zgłupiał.
I naprawdę nie miało znaczenia, czy zdjęcia robiłam w domu, przy zachmurzonym niebie - nie dał rady. A w słońcu... Zresztą, co ja będę pisać, trzeba oglądać. 


Nie jest duża - mój ulubiony wróżkowy wykrój zmniejszyłam o połowę.


Włosy ma z boucle - co nie było zbyt szczęśliwym pomysłem, bo haczą się o tiule.


Tak naprawdę, jak zobaczyłam ten pomysł Danusi na kolory, stwierdziłam super. Mam świetny materiał, wzór płomieni - będzie idealnie. Tyle tylko, że jak przyszło do szukania materiału, to okazała się, że pewnie diabeł ogonem nakrył i trzeba było kombinować. Na szczęście trochę tych materiałów mam i się udało. 



 

Jak zwykle koncepcja zmieniała się w trakcie szycia. Spódniczka miała składać się z różnokolorowych płatków. Jednak po ich uszyciu  okazały się dla filigranowej laleczki  taka spódniczka jest zbyt ciężka. 



Toto pomarańczowe doszyte do kamizelki to takie niby skrzydełka. Nie mam ładnego zdjęcia z tyły i chyba nie szkoda - nie był to dobry pomysł. 



A tu też nie było filtra, tylko obiektyw był zaparowany. Trochę przynajmniej przytłumiło...



Banerek. I naprawdę Danusiu nie wiem, które zdjęcie nadaje się do Twojego zestawienia.
Dziękuję za wszystkie komentarze i po zimnie, upałach i burzach życzę Wam miłej, umiarkowanej pogody :) Dziękuję też za słowa wsparcia - naprawdę, szkoda topoli...